Ks. Jarosław Szymczak

Balance czy balast?

Pisaliśmy o „Panu od muzyki”, ale The Music Man to zupełnie inna opowieść, w iście amerykańskim stylu. Musical trafił w 1957 roku na Broadway, zdobył 5 razy Tony Awards, 1375 razy został przedstawiony, doczekał się pierwszej Grammy za najlepszy musical i przez 245 tygodni nie schodził z listy przebojów; na koniec został zekranizowany w 1962 roku dla kina, a potem sfilmowany dla telewizji.

A piszę o tym, bo obejrzałem The Music Man w wykonaniu młodzieży katolickiej szkoły św. Cecylii, gdzie odbywał się nasz Program. I były tam dzieci wielu par, które uczestniczyły w JA+TY=MY. Kiedy znalazłem się w szkolnej (i parafialnej zarazem) sali widowiskowej, wiele osób do mnie podchodziło się przypomnieć. Nie byłbym sobą, gdybym nie zapytał się: „a jak wasze rytuały?” Okazało się, że najwięcej mężczyzn spośród wszystkich kroków proponowanych w Programie praktykuje otwieranie drzwi w samochodzie 🙂 Gdy chodzi o resztę, to rozkładają bezradnie ręce.

Przyjęło się, że od dbania o relację jest kobieta, a mężczyzna nie musi tu wiele się wykazywać. A przecież ten sam mężczyzna potrafi zawodowo się troszczyć o utrzymanie dobrej relacji z klientem, pozostawać w bardzo dobrych relacjach ze swoim zespołem, pamięta o imieninach i o tym, żeby pochwalić zespół i poszczególne osoby za zaangażowanie i wyniki, w tym samym czasie zapominając o rocznicy ślubu czy rocznicy urodzin własnej żony. Przy tym traktuje wiele rzeczy jako należne i nie wymagające nawet podziękowania. W work-life balance liczy się dla niego tylko work, a life (rozumiane jako życie rodzinne) to już nie kwestia balance, ale zwykły balast.

Dobrym początkiem jest zawsze sięgnięcie na powrót do rytuałów i wzięcie ich na siebie. To ja organizuję nasz miesięczny rytuał, to ja wykazuję inicjatywę i dbam o wszystkie szczegóły. Wiemy dobrze, że to nie jest łatwe, że za tym się kryje pewnie trud, ale czyż nie dlatego życie ma smak? 🙂

Z Hastings w Nebrasce

Fr. Jay

Advertisements

1 thought on “Balance czy balast?”

  1. A może to my Kobiety stanowimy same dla siebie balast? Wymagamy od siebie b.dużo a od mężczyzn nikt nie uczy nas wymagać. Mój Tata był szarmancki dbał o mnie i siostrę ale nie wiedziałyśmy, że to nie jest standard. Wyrosłyśmy w przekonaniu, że jak mężczyzna kocha to zostawia śniadanie z karteczką „Kocham” na stole, wozi o 4 rano do stadniny byśmy mogły należycie przygotować się do tradycyjnej gonitwy za lisem, pisze listy z podróży, dzwoni zapytać co słychać, uczestniczy w realizacji wszystkich szalonych pomysłów z entuzjazmem nastolatka i patrzy z zachwytem. Nie złości się z byle powodu a gdy jest smutno zawsze zauważy. Życie boleśnie wyprowadza nas z błędu. Uczenie się stawiania wymagań innym tak późno jest trudne. Czekanie aż inni dojrzeją do tego by dbać o nas – również jest trudne. Chciałabym nauczyć moje dzieci by stawialy innym wymagania i dbały o siebie. Nie tak egoistycznie tylko zdrowo. By potrzeby ich duszy i serca miały prawo głosu w relacjach z innymi. By relacje, w których są tylko dawcą umiały rozwijać jasno komunikując swoje potrzeby. Wpis koleżanki o tym jaką lawinę obaw wywołała w niej pochwała szefa (bo skoro tak dobrze jej idzie musi już taka być, że przecież nie zawsze tak pracuje i co będzie jak się wyda?) wywołała we mnie refleksję – my kobiety jesteśmy tak bardzo spragnione akceptacji, że nawet pochwała może wywołać obawę o jej utratę. Nie jest to podatny grunt na naukę wymagania od innych i dbania o siebie.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s