Małgorzata Rybak

inwentaryzacja

… przypada w handlu zawsze na pierwsze dni Nowego Roku. I wydaje mi się, że to dobry moment, by spróbować jej dokonać także w moim własnym życiu. Ks. Jarosław, który wybrał się na inwentaryzację wczoraj do pustelni, będzie miał luksus poświęcenia kilkunastu dni i wielu godzin na odczytywanie na nowo tego, co najważniejsze. ale przecież czas na zatrzymanie można znaleźć i tutaj – by poszukać strategii rozwoju, o których obecny Pustelnik opowiadał we wczorajszym wpisie.

Ja zatrzymałam się nad fragmentem książki*, z której myśli przebijają się do mnie od kilku już lat. Wczoraj szczególnie przemówiło to:

„Przypuśćmy, że zbyt silnie reaguję na zachowanie moich dzieci. Ilekroć zaczynają robić coś, co uważam za niewłaściwe, natychmiast czuję narastający ucisk w dołku. Buduję okopy; przygotowuję się do starcia. Koncentruję się na chwilowym zachowaniu, nie na długofalowym rozwoju i zrozumieniu. Próbuję wygrać bitwę, nie wojnę. Wysyłam swoją amunicję – wzrost, pozycję i autorytet – krzyczę, grożę, straszę lub karzę. I wygrywam. I tak stoję zwycięski pośród gruzów rozwalonych związków, a dzieci – pozornie tylko uległe, a naprawdę zbuntowane, tłumią w sobie uczucia, które kiedyś uzewnętrznią w gorszy sposób.

A przecież (…) chciałbym, aby jego [=dziecka] życie dzwierciedlało raczej uwieńczone zwycięstwem lata uczenia, kształcenia i wychowywania z miłością, niż blizny po ranach z potyczek o szybki efekt. Chciałbym, aby serce i umysł mojego dziecka pełne były przyjemnych wspomnień ze wspólnie spędzanego czasu, który nas złączył. Pragnę, by pamietało mnie jako kochającego ojca, który dzielił radości i trudy dorastania. Chcę, by wspominało, jak przychodziło do mnie ze swoimi problemami i troskami, a ja słuchałem i pomagałem. Chciałbym też, aby wiedziało, że nie byłem bez wad, ale że zawsze się starałem. I kochałem je – może bardziej, niż ktokolwiek na świecie”.

Od kilku dobrych miesięcy przygotowujemy warsztaty, będące uzupełnieniem książki o work-life balance – koncentrujące nas właśnie na tym, by „life” było miejscem rozwoju i spełnienia (może nawet bardziej niż „work”). Bardzo już czekam, by zacząć je w formie pilotażowej testować z pierwszymi chętnymi uczestnikami. Ale do tego potrzeba jeszcze trochę czasu i pracy.

Już teraz głęboko przeżywam odkrywany z całą jasnością fakt, że odpowiedzialność za siebie ponoszę tylko ja (niby oczywiste, ale tak łatwo przychodzi wskazywanie niefortunnych okoliczności, gdyby nie które, to…). Więc i droga od tego, co jest, a co chciałabym, żeby się działo w moim życiu, musi zostać rozpoznana przeze mnie, wyznaczona przeze mnie, pokonana przeze mnie (oczywiście że często z pomocą innych i tylko z pomocą łaski Bożej, ale nawet łaska Boża nie poradzi sobie beze mnie 🙂 ). Zanim wpadniemy w wir wszystkich spraw na wczoraj, warto poświęcić pierwsze chwile stycznia na rekonesans i narysowanie konkretnej mapy od teraźniejszych walk ku lepszej wersji samego siebie. Jako żony, męża, mamy, taty. Nie przejdziemy jej w dwa dni, ani dwa tygodnie i być może pokonanie jej zajmie nam wiele miesięcy i lat, ale bez świadomego wysiłku – nie wyruszymy w tę podróż wcale.

Pięknego i dobrego tygodnia

Małgorzata Rybak

*To „7 nawyków skutecznego działania” Stephena R. Coveya

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s