Małgorzata Rybak

O pewnym liście, który dostał od pracownika mój Mąż

Mój Mąż dostał ostatnio list od pracownika, który odchodził. Wspomina o tym przypadkiem. Pracownik w czasie swojego zatrudnienia fantastycznie wywiązywał się z obowiązków, niewiele mówił, więc Andrzej nie spodziewał od niego tak bezpośredniej komunikacji. Ów człowiek napisał, że Andrzej jako menadżer jest jak lampa w ciemności. Że dziękuje i prosi, by nigdy nie rezygnował z przychodzenia co rano do swoich zespołów. I wiele innych ciepłych słów.

Andrzej wstaje o 6:15. Ogarnia starszaki, o 7:45 wysadza je pod szkołą  i koło 8:00 jest już w pracy. I mimo że ta góra pracy przed nim niestety nie maleje – i po włączeniu komputera mógłby nie odrywać się już do załatwiania setek spraw, maili, telekonferencji i spotkań – idzie rano do swoich ludzi. Jest ich prawie setka. Codziennie idzie ich posłuchać. Zbiera nie tylko informacje o problemach, na jakie naptrafiają zespoły, ale dowiaduje się też o ważnych wydarzeniach z życia ludzi, żartuje z nimi. Jest.

Nie czytał bogatej literatury na temat zarządzania – z tego, co wiem, na pewno jedną książkę, w której jedynie znalazł potwierdzenie swoich intuicji. Jego przekonania w tej materii nie są także jakimiś idealizacjami, ponieważ ma już bardzo wiele lat doświadczenia pracy na stanowisku kierowniczym i zderzania się z sytuacjami najtrudniejszymi. Nie zna i nie używa żadnych technik wywierania wpływu, a jednak wszyscy chcą u niego pracować.

Gdy podwoziłam go jakiś czas temu do pracy, mogłam posłuchać, jak rozmawia w sprawie jednego ze swoich pracowników. Z kierownikami niższego szczebla, ze swoim szefem. I mówi: „Ja nie mogę zaproponować tej osobie tego czy tego, bo to nie będzie dla tego człowieka dobre”. Mimo że może byłoby z krótkowtrwałym zyskiem dla firmy. Patrzy na mnie i powtarza mi to samo: „Gosia, nie mogę tego zrobić, bo to nie będzie dla niego dobre”.

I pękam z dumy i zachwytu. Wiem, że wnosi do tej pracy to, kim jest. Jeśli za nas, swoją rodzinę, oddaje życie nieustannie, także w pracy „bycia menadżerem” nigdy nie traktował pretsiżowo. Jego korona składa się z wielu kłopotów. I tam także oddaje swoje życie po kawałku za tych, z którymi pracuje. Tym bardziej, im trudniejszy moment w projekcie. Wiem, że i tu, i tam, jest najuczciwszy, wierny swoim wartościom, że nie traci z oczu człowieka.

Tak bardzo się cieszę się, że jest moim mężem.

Małgorzata Rybak

Małgorzata Rybak

trzy gole Roberta Lewandowskiego

Jestem wzrokowcem do bólu. Jeśli nie widzę, to nie słyszę. Ale w ostatnią sobotę wieczorem, gdy jechałam do sklepu całkiem już po ciemku, w radiowej „Jedynce” leciała akurat na żywo relacja z meczu Polska-Dania. I Lewandowski strzelił pierwszego gola. Nie widziałam wszystkich tryumfalnych gestów i oznak radości, które normalnie skupiłyby moją uwagę. Mogłam tylko słuchać. I nawet nie tyle poruszyła mnie słowna żonglerka sprawozdawcy, który stał się jak Wojski i Jankiel w jednej osobie, opowiadający metaforyczny epos o bohaterze. Bardziej słyszałam to, co działo się na trybunach.

Na trybunach był szał. Huk. Nazwisko strzelca skandowane z taką siłą, że stadion powinien rozpaść się na kawałki. I myślałam o tym, co musi dziać się w sercu i umyśle Lewandowskiego. Jak pochłania tą energię, wysyłaną przez trybuny, jak zaczyna z nią współgrać, jak ona zaczyna pisać sens jego gry. Jak euforia przekłada się na działanie. Więc nie zdziwiło mnie kompletnie, gdy – wsiadłszy do auta z powrotem z zakupami – zostałam poinformowana o kolejnym golu. Lewandowski te następne bramki musiał strzelać z wielką lekkością, jak na skrzydłach, które podarowali mu w prezencie kibice.

Klik. Zaraz skojarzyło mi się z tym, czego mężczyzna potrzebuje jak powietrza. Uznania. To potrzeba, wokół której – obok szacunku – buduje się jego męska tożsamość. Tym więcej jest zdolny dać z siebie, im bardziej zostaje to zauważone i docenione.  Jego poczucie własnej wartości, wiara w siebie, przekonanie, że wszystkiemu podoła – rośnie natychmiast. Nieszczęśliwym jednak splotem okoliczności, my, kobiety, częściej po latach małżeństwa wpadamy bez gracji w rolę… zrzędy. Huku trybun w domu nie ma, jest Radio „Narzekam”.

A możemy przecież zostać żonami szczęśliwych mężczyzn, którzy widzą w naszych oczach swój blask. Jesteśmy dla nich tak ważne, że nasze uznanie nadaje sens ich staraniom.

Małgorzata Rybak

P.S. Przypomina mi się Mikal, żona króla Dawida, która śmiała się z niego, gdy tańczył przed Arką Przymierza i zebranym ludem. Ich relacja na zawsze pozostała bezpłodna. W duchowym sensie, relacja w której kobieta nie wzmacnia mężczyzny, by był nim bardziej poprzez jej uznanie, także staje się w jakiś sposób jałowa.

robert-lewandowski_26979293

Żródło obrazka TU.