Praca w ogrodzie

Odwiedziny u przyjaciół w Opactwie pozwoliły mi odnaleźć radość z pracy, której już całe lata nie wykonywałem – kopanie ogródka. Pewnie niejeden z panów ma na swoim koncie wykonanie tej pracy u siebie, ale ja już bardzo, bardzo dawno tego nie robiłem.

I choć ziemia tu gliniasta i mocno porośnięta trawą, wymagająca dużo siły fizycznej, to praca ta przez swoją prostotę i stosunkowo szybki efekt wizualny w postaci metrów skopanego już ogródka przynosi dużo wymiernej radości, nawet jeśli zostawiła wyraźne ślady na dłoniach. 😉

Przy tej okazji zastanawiam się, kiedy ostatnio pracowałem fizycznie? Czy dla mnie praca (całkiem nieświadomie) nie stała się tylko tą intelektualną – wykłady, konferencje, rekolekcje, pisanie. A przecież ta fizyczna i blisko ziemi, choć wymagająca wysiłku trochę innego niż myślenie, jest także bardzo ważnym wymiarem naszego życia. Wymaga szacunku i uznania dla kalendarza i nie można jej narzucić swojego własnego widzimisię. To raczej kalendarz narzuca kolejność pewnych kroków, których wykonanie przyniesie odpowiednie owoce. Trzeba w określonym czasie przygotować grunt (jak moje kopanie ogródka), co dopiero pozwoli posadzić w tym miejscu na przykład pomidory, które gospodarze zbiorą w sierpniu. Bez szacunku dla rytmu przyrody nic z tego nie wyjdzie. Nie można zasiać wcześniej, bo za zimno, ani później, bo nie zdążą wyrosnąć.

Ten wymiar pracy może nas nauczyć szacunku dla rytmu pracy innych (czy to będzie ranny ptaszek, czy sowa), dla pracy zespołowej (w dużych projektach zależymy od siebie nawzajem) czy dla poszczególnych talentów (wszystkie oddane w służbie wspólnego dzieła, ale wymagają różnic, by były komplementarne).

I choć nie było tej pracy dużo to dało dużo do myślenia. 🙂

Ks. Jarosław Szymczak