Małgorzata Rybak

Nie chcę, ale muszę

Spacerując po okolicy, zaczynam dostrzegać prawidłowości w zagospodarowaniu przestrzeni wokół domów. Są ogródki na wysoki połysk, są ogrody angielskie; znajduję też takie obejście, gdzie spod powały wiszą lampki choinkowe. Przed drzwiami garażu – rowery i deskorolka; własność dzieci, sądząc po rozmiarze. Nie dziwi mnie, jeśli nie starczyło czasu na zdjęcie oświetlenia. I lepiej, niż gdyby nie było czasu na rower, bo nieustannie trzeba polerować dom i wokół domu.

Zastanawia mnie, ile presji w naszym życiu bierze się z mieszkających w naszych głowach przymusach. Bo przecież właściciele tamtego domu mogliby pomyśleć na przykład: „porządni ludzie w kwietniu mają lampki choinkowe już dawno schowane w kartonie na strychu”. Powód może mieć jeszcze gorszą formułę: „co ludzie o nas powiedzą, jeśli zobaczą wiosną dekoracje świąteczne?”

Przymusy. To te przekonania, które tworzą w nas ciśnienie, że „muszę” i są najczęściej poza naszą świadomością (stąd bezosobowy język, którego używamy, wyprowadzając autorytet gdzieś na zewnątrz – na przykład w „porządnego człowieka”).

I myślę, że szkoda życia na działanie pod władzą przymusu. Sensownie jest raczej świadomie wybierać wartości, a jeśli w rodzinie – to najlepiej razem. Co nie oznacza, że odtąd świat ma się pogrążyć w chaosie. Nie, będą w nim obecne nasze wartości jako punkt odniesienia. Będziemy więc mieli wariant 1: „Lampki to dla nas rzecz drugorzędna; czas do kolejnych Świat szybko zleci, więc szkoda sobie zawracać głowę”, albo wariant 2: „Zdejmiemy lampki, by kojarzyły się nam tylko z tym momentem, gdy tata w towarzystwie dzieciaków wiesza je pod okapem”.

Kiedy myślę, że z czymś zalegam, że nie dobiegam, nie zdążam, bo „muszę” (lub „wszyscy muszą”), warto zapytać siebie: „dlaczego?”. I czy naprawdę muszę?

Małgorzata Rybak