Jak pozytywnie tracić złudzenia

Młody nauczyciel, objuczony planszami, rekwizytami i stosem kartek spotyka na korytarzu dużo starszego od siebie i wiekiem, i stażem pracy.

– Jak ja panu zazdroszczę – mówi. – Pan to pewnie ma już to wszystko w głowie?
– Nie – odpowiada tamten. – Dużo niżej, kolego, dużo niżej… 

Wypalenie nie spada jak grom z jasnego nieba. To proces, na który ma wpływ nasze środowisko pracy, ale i my sami.

Droga od wielkiego zapału i wiary w to, że wszystko się da zrobić, do przekonania, że nic się nie da i nie warto – nie jest dojrzewaniem. Jest gorzknieniem. Owoc dojrzały nie jest gorzki, jest smaczny.

Może wypalenie bywa przejściem od iluzji, że mam wpływ na wszystko, do przekonania, że nie mam wpływu na nic. Bo szef, bo warunki, bo finanse, bo system. Jacy ludzie zatem wytrzymują w zderzeniu z „systemem”? Ci, którzy nie mówią ani że mają wpływ na wszystko, ani że nie mogą nic. Ci, którzy poznali, co leży w obszarze ich mocy i wpływu, a co nie, i skoncentrowali siły na tej pierwszej sferze. To ci uśmiechnięci i twórczy, nawet gdy wiatr w oczy, których tak cudownie jest spotkać w szpitalu, taksówce, szkole, banku i w kościele.

Największy wpływ mam na siebie, swoje podejście do rzeczywistości i innych ludzi – i mogę zawsze być tą pozytywną zmianą, którą chciałbym znaleźć na zewnątrz mnie.

Małgorzata Rybak